kobieta ze zwierzetami

wracamy z premiery z kolegami.
podziemia dworca sa puste. ale echo niesie glosy.

widze kobiete ze zwierzetami, ktora biegnie pare krokow, moze powiedziala cos do kogos.
nie pamietam czy ktos jeszcze tam byl.
potem zza rogu wyszlo kilku halasujacych, zjaranych kolesi

nie wygladali zbyt 'ambitnie' rzec bym mogl.

zlaklem sie o starsza kobiete.

skrecili w bok, gdzie indziej.
przeszlismy jeszcze kawalek, rozklad kolejek. nastepna 4.20. za 20 minut.

nagle odczuwam potrzebe zobaczenia kobiety ze zwierzetami. sprawdzenia czy jeszcze istnieje.

przechodzimy spowrotem. mijamy ja znowu.
a ja czuje, ze ona cierpi.
zawrocilem.
wyciagnalem z kieszeni 3 zl.

podalem je jej

wziela, nie zdziwila sie nawet.
a potem zaczela mowic

ze ktos sploszyl jej kota. poszla go szukac, a ktos wypuscil z klatki dwa pozostale.
mowila nieskladnie, ciezko bylo dokladnie nadazyc za przebiegiem akcji.

mowila ze ostatnio ktos otrul jej psa.

ze podejrzewa ochroniazy pobliskich domow towarowych
ze widziala jak jeden skopal czlowieka

ze w zimie ochroniaze wyrzucili z dworca czlowieka
ktory walczyl o zycie
zamarzl na smierc tej samej nocy

mowila ze lzami w oczach
ze ludzie mecza jej zwierzeta

nie mowila o tym ze jest bezdomna
nie mowila o tym ze nie ma co jesc. koty jadly kitekat. co jadla ona ?

mowila ze czytala newsweeka. ze gdzies tam dalej jest miejsce gdzie mozna kupic stare numery, za 1,50

patrzylem na jej rece, z brudem wzartym w skore, twarz zmeczona zyciem
kompletnie siwe wlosy

kilka warstw postrzepionych ubran

i blysk w oczach, kiedy mowila o swoich zwierzetach, tresci jej zycia.

dzisiejszy dzien dobiegal konca. psy spaly juz ulozone w kartonach, w miseczkach przygotowane bylo jedzenie dla kotow.
a ona bala sie zostawiac to wszystko i szukac dwoch ktore ktos wypuscil
bala sie ze smycz jednego moze wkrecic sie w tramwaj

i tylko to sie liczylo.

mowila ze przyszedl dziennikaz, i pytal
i ona mowila

a on napisal o tym co bylo dla niego wazne, a nie o tym co najwazniejsze
o ochroniazach ktorzy bija ludzi. tych, ktorzy nie moga sie bronic. bezdomnych
mowila to bez zalu

gdyby zdolna byla jeszcze odczuwac zal, dawno nie pozwolilby jej on zyc

a potem byla juz 4.15 i musielismy isc na kolejke.

jak banalne wydaja mi sie moj problem: ze jutro musze nauczyc sie na kolokwium z fizyki ciala stalego

przy lzach starszej kobiety, ktorej ludzka zlosliwosc zabrala dzis dwa koty, ktore kochala

i jak wiele jest tych waznych rzeczy dookola, a ja o nie nie pytam.