wysiadlem na swojej stacji
powoli kierowalem sie do domu. troche inna niz zwykle trasa

spojrzalem na ulice na ktora mieszkam z perspektywy innej o 30 m
we mgle i mdloczerwonozotym swietle latarni

byla odgraniczona od swiata koronami drzew splatajacych sie nad brukiem
konczyla sie w jednolitej plaszczyznie zaslonietej mgla

widok sprawil ze zatrzymalem sie na chwile.
moje buty przestaly chrzeszczec zwirem

uderzyl mnie spiew ptakow
intenstywny, z wszystkich stron dookola.
nie jeden ptak w oddali. nie dwa z lewej i trzy z prawej. dookola.
bylem po srodku sali koncertowej